PLAN DANIELA RYCHARSKIEGO.

Daniel Rycharski, znany z intrygujących instalacji, takich jak: Pomnik chłopa polskiego, Ogród zimowy oraz 150-lecie zniesienia pańszczyzny, zrealizował wraz z Szymonem Maliborskim w Sierpcu projekt pod tytułem Żydzi, geje i lesbijki. Finał projektu zlokalizowany na sierpeckich Jeziórkach przypadł na piątek 27 kwietnia w godzinach 17-19.

Projekt ten należy do sztuki określanej jako performance, czyli sztuki żywej,  więc składa się nie tylko z samej instalacji polegającej na ustawieniu na wschodnim brzegu sztucznej wyspy na Jeziórkach kilkunastu kopii macew, pokreślenie ich tęczową linią sztucznych kwiatów kojarzoną jako znak rozpoznawczy  środowisk LGBTQ i podświetleniu całej ekspozycji. W skład projektu wchodzi odbiorca, to znaczy przede wszystkim ten, kto 27 kwietnia po  południu został łódką przewieziony na wyspę, aby przyjrzeć macewom i kwiatom, ale także każdy przechodzień, kto z brzegu rzuca okiem na tę instalację i na nią reaguje – nawet jeśli tą reakcją jest obojętność. Do projektu należą wszelkie wypowiedzi twórcy projektu prezentowane na SierpcOnLine  (21.04.) oraz w Gazecie Wyborczej (26.04.), warsztaty, jakie w Leonium zostały przeprowadzone nt. Sztuki współczesnej, a także komentarz Magdaleny Staniszewskiej zamieszczony na SierpcOnLine (29.04.) oraz niniejszy wpis. Do projektu zostaje też włączony wystawiony na skwerku przy ul. 11 Listopada zmodyfikowany Pomnik chłopa polskiego. Ten projekt może jeszcze rozwijać się w czasie dalej w samym Sierpcu, a ponownie – odpowiednio  zmodyfikowany, pojawi się w Warszawie w 2019 r. na wystawie prac autora. Mówiąc o projekcie Daniela Rycharskiego,  należy wziąć pod uwagę cały kontekst, jaki on sztucznie stworzył poprzez instalację i własne objaśniające cały zamysł artystyczny wypowiedzi oraz kontekst faktyczny, w jakim swe dzieło umieścił.

Przyjrzyjmy się finałowi projektu. Jeziórka, 27 kwietnia, popołudnie. Kilkudziesięciu młodych ludzi na brzegu. Charon przewozi ochotników łódką przez Rzekę Zapomnienia do Krainy śmierci, która znajduje się na Wyspie. Rzeka Zapomnienia została pogłębiona podczas wojny dzięki pracy Żydów, którzy oddali tu w niewolniczej pracy swe życie. Macewy mówią o pogrzebanych sierpeckich Żydach, którzy usypali Wyspę – ostatnie swe zbiorowe dzieło.  Autor projektu nie widział potrzeby, aby samodzielnie wykonać kopie macew np. ze styropianu i je pomalować. Macewy  to rekwizyty z filmu „Pokłosie”, obrazu jednoznacznie antypolskiego.  Tym samym podróż łodzią na Wyspę to podróż do grobów Żydów, którzy są ofiarami polskiego antysemityzmu. To podróż w przestrzeni i czasie, aby podróżujący na Wyspę zetknął się twarzą w twarz z oskarżeniem o udział Polaków w zagładzie Żydów.  Skąd znamy tę melodię?

W swych komentarzach autorskich należących do projektu Daniel Rycharski łagodzi takie przesłanie. Podkreśla, że chodzi mu o zjawisko wykluczenia w ogóle.  Jego zdaniem tak Żydzi kiedyś, jak i osoby spod znaku LGBT  obecnie są zagrożeni. Zagrożeniem jest społeczeństwo zwykłych ludzi, którzy nie są Żydami, gejami, lesbijkami, itd.  Rycharski uważa, że to „dobrzy i łagodni ludzie” stanowiący większość są problemem dla mniejszości, a nie odwrotnie.

Doceniam fakt, że Daniel Rycharski swój projekt pt. Żydzi, geje i lesbijki zrealizował w Sierpcu. To taki wstępny  test przed prezentacją projektu w Warszawie. Jest chyba świadom, że  w Sierpcu nie ma klimatu, aby jego projekt „dobrze zagrał”. Przesądza o tym kontekst. Wyspy na Jeziórkach nie zbudowali Żydzi, tylko były burmistrz. Żydów w Sierpcu przed wojną było nieco ponad 3 tysiące, a nie 4 tysiące. O postawach pokolenia naszych dziadków wobec przeprowadzonej przez Niemców eksterminacji Żydów sierpeckich w okresie wrzesień 1939 – 6 stycznia 1942 r. zaświadczyli ocalali Żydzi w księdze pamiątkowej wydanej w Tel Avivie w 1959 r. i przetłumaczonej na polski w 2014 r.  Nieliczni Żydzi ukrywający się w Sierpcu i okolicy zostali do końca wojny przez Polaków przechowani. O tych kwestiach traktuje wydana w tym roku publikacja Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Sierpeckiej pt. Polacy i Żydzi ofiary niemieckiej okupacji Ziemi Sierpeckiej w latach 1939-1945. Twierdzenie, że Polacy w Sierpcu także mordowali Żydów, byłoby bezczelnością. Daniel Rycharski na to nie może sobie tu pozwolić. W Sierpcu artysta ograniczył się do sugestii przez odwołanie się do „Pokłosia”.

Odbiór jego projektu, w którym na  jednej linii stawia Żydów i różowych, opowiadając się za podobieństwem między sytuacją zagrożenia, w jakiej znaleźli się Żydzi podczas niemieckiej okupacji, a sytuacją zagrożenia, w jakiej są w Polsce osoby LGTB, jest osłabiany przez fakty.

Żydzi są dziś potęgą w tej części świata, do jakiej należymy. Żydowscy bankierzy z nowojorskiej Wall Street i londyńskiego City sterują światową inflacją, żydowskie lobby w USA prowadzi swe światowe interesy za pośrednictwem administracji kolejnych prezydentów, stworzone przez organizacje amerykańskich Żydów przedsiębiorstwo holokaust  domaga się uznania za obowiązującą opowieść o Holokauście Żydów europejskich jako wyjątkowym wydarzeniu w historii, czemu są winni wszyscy goje, a obecnie do tej roli wezwano Polaków. Za śmierć Żydów spowodowaną przez Niemców obecnie od Polski należy się Żydom 300 mld $ z tytułu mienia bezspadkowego. Takie zachowanie elit żydowskich nie jest przejawem słabości i wykluczenia, tylko działaniem z pozycji siły. Jak taka postawa krzykliwych elit żydowskich może dziś budzić u Polaków sympatię?

Z pozycji siły działają też środowiska LGBT, domagając się zmiany prawa, które zrównywałoby homoseksualne pary z heteroseksualnymi. Są to grupy  agresywne, domagające się nie tolerancji dla siebie, ale adoracji.  Najlepszym przykładem jest ostatnio nagłośniony incydent z udziałem transgenderowca Rafafali, który zaatakował wulgarnie uczennicę za to, że rozśmieszył ją widok dziwadła przebranego za kobietę, nagrał filmik i opublikował go w internecie. Organa porządku zareagowały na ten incydent opieszale pewnie z obawy przed konfrontacją  z nowym wcieleniem nadczłowieka – nosiciela światowych wysokich standardów wszystkiego.  Postawa Rafafali jest dobitnym świadectwem, co różowi myślą na własny temat i czego żądają od  nieróżowych. Za różowymi, którzy są forpocztą „społeczeństwa otwartego”, stoją dolary Georga Sorosa i to jest fundament ich buty i chamstwa.

Trudno mówić, aby Polacy byli nietolerancyjni wobec różowych. Jeżeli Krzysztof Bęgowski jako Anna Grodzka został wybrany do Sejmu. Jeżeli homoseksualista Robert Biedroń został przez nieróżowych wybrany na prezydenta Słupska, a obecnie dywaguje, czy nie kandydować na prezydenta Polski. Publicznie rozważając to, wie, że znajdą się ludzie, którzy sfinansują mu kampanię i tacy, którzy na niego zagłosują. Tak w przypadku Bęgowskiego, jak w przypadku Biedronia nieważny dla wyborców był/będzie sposób uprawiania seksu przez tych panów/byłych panów, tylko widzą w nich szereg innych walorów przydatnych ich zdaniem naszej ojczyźnie.

Sam Daniel Rycharski, deklarując się jako biseks, oznajmia, że z tego powodu też nie doznał cierpień – przynajmniej w Sierpcu. Zatem – choćby w świetle powyższego prawdziwość tezy o społecznym wykluczeniu różowych staje się mocno wątpliwa.

O co więc Danielowi Rycharskiemu chodzi z tymi Żydami, gejami i lesbijkami? Kto stoi na przeszkodzie, aby tolerancyjni nieróżowi zespolili się, „pojednali”, z różowymi? Jest odpowiedź na to pytanie w Gazecie Wyborczej. Artysta wskazuje na Kościół katolicki. Tu jest pies pogrzebany. Już wszystko by się ułożyło po myśli różowych, gdyby nie sztywna postawa Kościoła – w domyśle: duchowieństwa. Kościół jest najważniejszym adresatem projektu i faktycznym problemem. To Kościół musi zmienić zdanie w sprawie środowiska LBGT. Powinno to mu przyjść tym łatwiej, że już wcześniej zmienił swe nastawienie do Żydów. Taki jest Plan  Daniela Rycharskiego. Jego realizację zaczął osobiście od spotkań z uczniami Leonium – szkoły katolickiej.

Daniel Rycharski deklaruje swe zaangażowanie przeciw antysemityzmowi i homofobii, ale nie pomyślał o projekcie w rodzaju: Żydzi, niepełnosprawni i chorzy na raka, albo: Żydzi, imigranci i słoiki. Wchodząc w świat  niepełnosprawnych, chorych na raka, imigrantów i słoików, toniemy w oceanie homofobii.  W zestawieniu z tym problemy różowych, z którymi Daniel Rycharski  czuje łączność, to margines realnych społecznych problemów w Polsce.  Nie uważam, aby rozpoznanie i diagnoza postawiona przez Daniela Rycharskiego była trafna.

Daniela Rycharskiego  postrzegałem dotąd jako indywidualistę. Drogi twórców są jednak wyboiste i kręte. Projekt pt. Żydzi, geje i lesbijki skłania mnie do zmiany zdania. Widzę, że artysta z Kurówka zaczął śpiewać w chórze specjalistów od pedagogiki wstydu, aplikowanej Polakom od 28 lat, m.in. przez Gazetę Wyborczą. Jest utalentowany. Może jest zniecierpliwiony, że uznanie przychodzi zbyt wolno.  Już wie, gdzie są konfitury. Trudno mu się dziwić, że chciałby więcej. Wystawie jego prac w Warszawie w przyszłym roku, jeżeli będzie złożona z podobnych projektów do tego, jaki zaprezentował Sierpcu, wróżę duże powodzenie.

Reklamy

WYZNANIE DZIECIĘCIA WIEKU, CZYLI O MALARSTWIE PATRYKA JANKOWSKIEGO

Miejska Biblioteka Publiczna pod dyrekcją Moniki Stańczak spróbowała swoich sił jako galeria malarstwa w nowym miejscu, tj. w sali na drugim piętrze siedziby, i to od razu z dobrym skutkiem.  12 kwietnia  zaprezentowano tam ponad 30 prac  Patryka Jankowskiego. Z uwagi na fakt, że wystawiono  dzieła dwudziestoparoletniego, a więc bardzo młodego człowieka, rodem z Białas, całe przedsięwzięcie nabrało charakteru promocji talentu, który wprawdzie wyrósł z rodzimej, podsierpeckiej gleby, ale jak dotąd pozostaje w Sierpcu nieznany.  Swe prace Patryk Jankowski wystawiał już w Gdyni i ma za sobą pierwsze doświadczenia konfrontowania się z krytykami sztuki. Wystawa w Sierpcu nie jest więc jego debiutem.

Patryk Jankowski jest po gdańskiej ekonomice transportu, nie ma wykształcenia plastycznego, ale na podstawie przedstawionych przez niego prac nie odważyłbym się nazwać go malarzem amatorem. Przedstawiona przez niego opowieść  zaskakuje dojrzałością świadomie wykorzystanej symboliki, jak i przygotowaniem warsztatowym.

Patryk Jankowski przedstawia się jako osoba pogodna, ciepła, zachowująca równowagę między  intelektem i emocjami. Całym sobą przekonuje, że jest człowiekiem wewnętrznie uporządkowanym i silnie osadzonym w rzeczywistości.   Zależy mu na normalnym kontakcie z innymi ludźmi na takich warunkach, na jakich ten kontakt jest możliwy. Nie przybiera pozy guru i nie okazuje wyższości. Dlatego też jednoczesny kontakt z nim i z jego obrazami był dla mnie jako zwiedzającego wystawę w dniu 12 kwietnia niezwykłym przeżyciem.

Patryk Jankowski  przeskakuje w tematyce obrazów od szczegółu do panoramy.  Opowiada o rzeczywistości, która jest dla niego nieprzenikniona. Oko węża obłożone łuskami, łeb kota z jarzącymi się żółtymi ślepiami, ręka ludzka, która tonie w czerwonym tle, to przykłady prób opisania wybranego elementu rzeczywistości i jednoczesnej próby wniknięcia w tajemnicę bytu. Zarazem Patryk Jankowski mówi nam, że prawda o tym świecie mikro  pozostanie dla nas niedostępna, nie sforsujemy poznawczo barier, jakie stwarza materia. Na takie same ograniczenia natrafimy, gdy oderwiemy się od szczegółu i spróbujemy ocenić rzeczywistość z jak najszerszej perspektywy.  W kilku obrazach  przedstawiających rozległą panoramę  Patryk Jankowski cierpliwie powtarza motyw słońca nisko stojącego nad horyzontem, słońca gasnącego. W to zimne słońce wpatrują się ludzie wkomponowani w mrok i chłód. Przekaz obrazów jest jednoznaczny.  To noc jest naszą rzeczywistością, noc nas oblepia, jesteśmy jako ludzie częścią nocnego koszmaru.   Przyroda u Patryka Jankowskiego jest obok człowieka, nie można  jej poznać, nie da się nad nią zapanować.

Podczas oglądania obrazów przyszedł mi do głowy cytat z  „Dziewczyny” Bolesława Leśmiana: Taki to świat! Niedobry świat!/ Czemuż innego nie ma świata? O to inne spojrzenie na rzeczywistość, o inną opowieść malarza o świecie podczas spotkania 12 kwietnia upomniała się grupa pań, pytając, czemu nie maluje jasnymi farbami. Patryk Jankowski odpowiedział, że czarny jest jego ulubionym kolorem.  Jednak nie powiedział, jak to u artystów bywa, całej prawdy. Na wystawie zaprezentował osobno, jakby poza swoją podstawową narracją, obraz narzeczonej. Portret młodej, ładnej dziewczyny, o twarzy jaśniejącej dobrocią i miłością. Obraz promieniejący jasnymi kolorami. Zresztą narzeczona Patryka Jankowskiego była obecna na sali i została zebranym przedstawiona. Ten portret ukochanej jest kontrapunktem w opowieści młodego malarza, kontrapunktem świadomie postawionym.

Istnieje zatem inny świat.  Świat staje się inny dzięki naszym ciepłym uczuciom do innych ludzi. Po prostu: miłość wszystko zmienia. Tak jak napisał św. Paweł:  Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

Dla mnie jest poruszające, jeżeli młody człowiek w wieku moich dzieci potrafi złożyć nam tak dojrzałą propozycję artystyczną, jaką jest wystawa jego prac w MBP.  Mam przekonanie, że jest w swym artystycznym wyznaniu niezwykle szczery i to tym bardziej czyni jego malarską opowieść cenną.

Zachęcam wszystkich do poświęcenia swej uwagi tej wystawie.

W naszym mieście tworzy dwóch malarzy, którzy od dawna przyciągają nie tylko moją uwagę: Wojciech Weber i Wojciech Witkowski. Do nich dołączam Patryka Jankowskiego.

MARZEC ZA PASEM, CZYLI Z CZYM, PANIE PREZESIE, DO LUDZI.

Nie ustające następstwa nowelizacji  ustawy o IPN przewidującej karanie za używanie określeń „polskie obozy śmierci” pokazały przepaść, jaka dzieli ligę, w jakiej może grać polska polityka, od ligi, w jakiej grają Żydzi. Jest to taka przepaść jak w piłce nożnej między ligą międzyokręgową a ekstraklasą. Nie mamy szans jako państwo w konfrontacji z Żydami, którzy są w stanie zniszczyć dowolną osobę czy instytucję, a nawet państwo.  Państwo żydowskie prowadzi zwycięskie wojny na Bliskim Wschodzie. Żydzi realizują w skali świata od dziesięcioleci  potężny program wychowawczy. Żydzi zarządzają inflacją w skali globu. Żydzi bez trudu mobilizują kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych do militarnego zaangażowania się w obronie żydowskich interesów. To, co przez lata obserwowaliśmy z boku, właśnie dotyka nas bezpośrednio.

Żydzi chcą, aby uznać ich opowieść o zagładzie, ich interpretację przebiegu II wojny światowej. W tej opowieści nie ma już Niemców jako sprawców ich nieszczęść, tylko naziści. Premier Netanjahu w niedawnej rozmowie telefonicznej z premierem Morawieckim ani razu nie użył określenia Niemcy. Naziści natomiast to jak już wiadomo Polacy, ponieważ to na terytorium obecnej Polski funkcjonowały obozy zagłady z Auschwitz II – Birkenau na czele.  W żydowskiej opowieści o Holokauście tylko niewinni Żydzi są ofiarami. Zagłada Żydów jest wyjątkowym wydarzeniem w historii, ponieważ Żydzi są wyjątkowi. Żydzi nie przyjmują do wiadomości, że w czasie II wojny światowej byli mordowani także przedstawiciele innych narodowości. Nie chcą uznać, że Żydzi także wydawali Żydów. Są głusi, gdy padają liczby osób  zamordowanych, np. w komunistycznych Chinach – 65 mln, w Kongo w 2. połowie XIX w. – 10 mln, a więc liczby znacznie przewyższające podawaną przez nich liczbę 6 mln ofiar żydowskich, która ma być czymś wyjątkowym w krwawych dziejach świata.

W historii i w teraźniejszości ciągle natrafiamy na mitologie, które głoszą wyższość jednej grupy ludzi nad pozostałymi. W III Rzeszy obowiązywał pogląd o wyższości Niemców jako rasy panów „in der Welt” nad podludźmi. Rosjanie mają swój mit imperialny o Moskwie jako „trzecim Rzymie”, który uprawnia ich do siłowego uszczęśliwiania wszystkich dokoła. Ponad miliard muzułmanów jest przekonanych o swej wyższości nad „niewiernymi psami”, którzy mogą żyć po swojemu tylko pod warunkiem płacenia wyznawcom Allaha podatku, czyli dżizji. Miliard dwieście milionów Chińczyków uważa, że dojdą do pozycji światowego hegemona, która im się naturalnie należy. Polacy też mają swój mit o własnej wyższości nad rosyjską dziczą. Itd. Przekonanie zatem Żydów o swej niezwykłości nie jest zatem zjawiskiem historycznie i socjologicznie odosobnionym.

Problem w tym, że w części świata, w którym Polska funkcjonuje, mają obowiązywać żydowskie warunki dla myślenia i mówienia. Jeżeli Polska uzna żydowską narrację bez względu na fakty, która czyni z pokolenia naszych dziadków i ojców pokolenie morderców, to konsekwencją tego będzie konieczność wypłaty rekompensaty. Niemcy wypłaciły się Żydom kwotą ponad 100 mld marek, wobec czego Żydzi zdjęli z nich odium zła. Wszystko wskazuje na to, że teraz według żydowskich planów przyszła pora na Polskę. Mamy się zawstydzić jako potomkowie morderców i wypłacić Żydom zadośćuczynienie. Plany te realizują agresywne żydowskie organizacje ze Stanów Zjednoczonych, jak Światowy Kongres Żydów, Światowa Organizacja na rzecz Restytucji Mienia Żydowskiego, Światowy Komitet  Żydowski, Liga przeciw Zniesławieniom i inne, które żydowski historyk Norman Finkelstein nazwał „przedsiębiorstwem holokaust”. Organizacje te zgłosiły, iż Żydom jako plemieniu należy się od Polski 65 mld $ za mienie pożydowskie, które państwo polskie przejęło z tego względu, że mienie to nie miało spadkobierców i nie może być przed sądem odzyskane przez konkretne osoby.  Kwestia ta z pewnością była w minionych 2 latach rządów Prawa i Sprawiedliwości omawiana przez B. Netanjahu i B. Szydło oraz A. Dudę z A. Foxmanem – przewodniczącym amerykańskiej Ligi Antydefamacyjnej.  Doskonale w tej sprawie orientuje się Prezes, co do tego nie mogę mieć złudzeń. Co powiedzieli Żydom nasi politycy? Należy podejrzewać najgorsze, czyli wyrazili zgodę.

Amerykańskie lobby żydowskie doprowadziło 11.12.2017 r. do  podjęcia przez Senat  USA ustawy Nr 447 i przesłaniu jej do  Kongresu USA, gdzie ustawie nadano Nr 1226. Ustawy dotyczą restytucji mienia pożydowskiego.  Groźny wymiar tych ustaw dostrzegła Polonia amerykańska i podjęła działania kontrujące. Ustawa 447 jest groźna dla Polski, ponieważ Stany Zjednoczone uzyskają podstawę do wymuszania na Polsce wypłacenia żądanych przez Żydów kwot. Taki przypadek już zaistniał w 2. połowie lat 90. XX w., kiedy to Stany zagroziły Szwajcarii sankcjami, jeżeli banki szwajcarskie nie wypłacą amerykańskim organizacjom żydowskim lokat z martwych kont należących do zamordowanych Żydów. Szwajcarzy wypłacili łącznie 1,250 mld $, mimo że na kontach bankowych doliczyli się nieco ponad 200 mln $. Istnieje więc realne zagrożenie, że USA pod naciskiem Żydów podobnie postąpi z Polską, chociaż jesteśmy teraz sojusznikiem Stanów.

Awantura sprowokowana przez Izrael w związku z ustawą o IPN-ie może mieć za cel  wywołanie wśród Polaków oburzenia na oskarżenia o mordowanie Żydów i przedstawianie tego oburzenia w USA jako przejaw wciąż żywego polskiego antysemityzmu. Tym samym działanie Polonii amerykańskiej, aby ustawa Nr 1226 nie została przyjęta przez Kongres,  będzie zniwelowane: Kongres uchwali, a nasz przyjaciel D. Trump podpisze ustawę Nr 1226.

Ostatnie zdarzenia wywołane przez Izrael paradoksalnie osłabiają żydowskie żądania wypłacenia im 65 mld $, ponieważ Polacy nie zostali jeszcze wystarczająco zawstydzeni, bo  nie zgadzają się na bycie narodem morderców. Zakładam jak dotąd, że Prezes działa w interesie Polski. Prezes pewnie uważa, że coś tam wypłacić wypada, ponieważ z Żydami się nie wygra. Ale ruch Prezesa już został przez „przedsiębiorstwo holokaust” skontrowany. Do Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęło nowe wyliczenie reparacji opiewające na 1 bln zł, czyli ponad 300 mld $. W tej sytuacji łatwo można sobie wyobrazić, że po uchwaleniu przez Kongres USA ustawy Nr 1226 i podpisaniu jej przez D. Trumpa dojdzie do negocjacji amerykańskiego „przedsiębiorstwa holokaust” i polskiego rządu, w wyniku których Żydzi zgodzą się zmniejszyć swe oczekiwania z 300 mld $ do 65 mld $.  Może to nawet zostać przedstawione jako wielkie polskie zwycięstwo.

Nieprawdopodobne, ale wszystko to dzieje się na naszych oczach. Podgrzewanie atmosfery będzie przez Żydów trwało przez resztę lutego, ponieważ w perspektywie jest rocznica wydarzeń marcowych 1968 r. Pewnie czeka nas jeszcze wiele niespodzianek z rozmachem przygotowywanych przez naszych izraelskich, amerykańskich i – rzecz jasna niemieckich- przyjaciół. Nie należy też lekceważyć inicjatyw  przyjaciół ukraińskich, a także przyjaciół Moskali.

 

WIST PREZESA.

To prawda, że zmiana na stanowisku premiera z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego dokonana 12 grudnia 2017 r.  nie została dostatecznie wytłumaczona przez  Prezesa. Niemniej jednak nie była działaniem przypadkowym, co potwierdza analiza wydarzeń ostatnich miesięcy.

Prezes jest zdecydowanym przeciwnikiem politycznego i ideologicznego uzależnienia od Niemiec, które posługują się jak dobry kowal cęgami w postaci instytucji UE, przede wszystkim  zaś używają Komisji Europejskiej. A jeżeli mówimy o Niemcach, to od razu trzeba brać pod uwagę Rosję, ponieważ miłość Niemiec do Rosji po 1945 roku jest bezgraniczna, i co więcej odwzajemniona. W tym miłosnym uścisku dwóch naszych sąsiadów dla Polski nie ma wiele miejsca. Rząd Beaty Szydło przez dwa lata nie wykazywał woli poddania się  pod niemiecki but w kwestii polityki migracyjnej i reform sądowych. Prezes skalkulował, że mocny atak na Polskę Angela Merkel przypuści po wygranych  we wrześniu 2017 r. przez CDU/CSU wyborach do Bundestagu. O wygranej wyborów mówiły wszystkie sondaże, więc można było przyjąć to za pewnik.

Dalej, Prezes  mógł wziąć pod uwagę okoliczność, że  po podpisaniu przez Lecha Kaczyńskiego Traktatu lizbońskiego od 2009 r. suwerenność Polski w UE jest sprawą względną, ponieważ Traktat ten pogłębia postanowienia Traktatu z Maastricht z 1993 r., na mocy którego UE z konfederacji państw przechodziła w  formę federacji, czyli państwa z jednym kierownictwem – Komisją Europejską. W tej nowej UE po Traktacie lizbońskim całkiem możliwe jest dyscyplinowanie w dowolnym obszarze państw członkowskich, które nie chcą słuchać mądrości płynących z Berlina i Paryża. Słowem – obecna sytuacja, kiedy to Polsce Komisja Europejska grozi represjami na podstawie  art. 7 Traktatu, nie jest jakimś matrixem, tylko realnością wynikającą z przyjętych zapisów Traktatu lizbońskiego. Nawiasem mówiąc, jak nisko żeśmy jako państwo upadli, jeśli KE chce Polskę karać za ustawy dotyczące sądownictwa, które nawet jeszcze nie weszły w życie.

Prezes musiał też wziąć pod uwagę, że   zawetowanie w lipcu 2017 r. przez prezydenta A. Dudę ustaw o SN i KRS oznaczało wolę politycznego usamodzielnienia się Prezydenta i prowadzenie przez niego polityki niekoniecznie zbieżnej z wizją Prezesa. Prezydent pokazał swą niechęć wobec Z. Ziobry i wobec A. Macierewicza, czyli tym samym pokazał swą wrażliwość  na głosy opozycji, która swej wrogości wobec tych dwóch ministrów nie ukrywała. Nie bez znaczenia dla oceny zachowania A. Dudy przez Prezesa był fakt, że zawetowanie ustaw o SN i KRS nastąpiło po 45-minutowej rozmowie Prezydenta z A. Merkel.

Prezes doszedł do wniosku, że należy przestać liczyć w 100 % na Prezydenta w dalszym reformowaniu kraju. Zdał sobie sprawę, że  jego własne pole manewru znacznie się zawęziło. Prezes uznał, że w obliczu planowanego przez Niemcy i Francję ataku na Polskę musi dokonać przegrupowania. Kierunek mógł być tylko jeden – odwołanie się w tej gęstniejącej sytuacji do Stanów Zjednoczonych.  A USA to nie tylko D. Trump, ale przede wszystkim amerykańscy Żydzi, którym  Trump od zakończenia wyborów nie szczędzi dowodów swej sympatii.  Najwidoczniej już nie pamięta, jak w kampanii wyborczej stwierdził, że nie potrzebuje żydowskich pieniędzy, bo ma własne.

Wzmocniona kuratela amerykańska nad Polską musiała być zaznaczona przez zmianę wizerunkową polskiego rządu. Prezes już we wrześniu postawił na M. Morawieckiego, który poleciał do Stanów w towarzystwie brytyjskiego Żyda Jonny’ego Danielsa, prezesa fundacji From the Depths, prezentującego się w mediach jako polonofil. W Stanach Morawiecki odbył szereg rozmów politycznych. Pokazał się w w środowisku żydowskich bankierów, czego konsekwencją była deklaracja JP Morgana o otwarciu banku w Warszawie. Na warszawskiej uroczystości wręczania odznaczeń im. Żabińskich, M. Morawiecki ujawnił swoje żydowskie pochodzenie. Wizerunek przyszłego premiera został pospiesznie opinii publicznej nakreślony, ale miał same mocne strony: Mateusz Morawiecki to syn Kornela – niezłomnego przywódcy „Solidarności Walczącej” z lat 80-tych XX w., to polski patriota o żydowskich korzeniach, ale światowiec, były bankier,  ale z sukcesami w walce z mafiami  VAT-owskimi, jakie odniósł jako wicepremier polskiego rządu. Nie można mieć AD 2017 lepszych rekomendacji, aby zostać polskim premierem.

Kierunek polityki zagranicznej rządu M. Morawiecki ujawnił już w przemówieniu 12 grudnia w Sejmie, kiedy ani razu nie wymienił Niemiec i Chin, potwierdził, że najważniejszy sojusznik Polski to USA, a polskie zainteresowanie zewnętrzne to Grupa Wyszehradzka, Trójmorze, Ukraina, Gruzja. Jeśli idzie o UE, to oświadczył, że nie zrezygnujemy za naszej tożsamości. Merytoryczne przygotowanie do nowej roli M. Morawiecki pokazał podczas odpowiedzi na zaczepki opozycji. Nie wdał się w pyskówkę, czyli wymianę złośliwości, tylko z wyżyn wiedzy, jaką posiada premier,  odpowiedział im w takim stylu, jakby miał przed sobą mędrców zatroskanych o byt ojczyzny, a nie sforę nienawistników i półgłówków.

Walec unijny, który ma przygnieść Polskę,  jest bezlitośnie popychany przez A. Merkel i E. Macrona. Działania te z szaloną determinacją wspierają polscy volksdeutsche z PO, Nowoczesnej, KOD-u, Ubywateli RP,  celebryci i „autorytety moralne” spod znaku „GW”, „Newsweeka”, TVN, czy postacie typu L. Wałęsa, zwolennicy przyłączenia Polski do Niemiec. Rdzeniem tej totalnej opozycji  są rozwiązane w 2006 roku przez A. Macierewicza Wojskowe Służby Informacyjne  i zwerbowana przez nie w ciągu 16 lat ich legalnej działalności w RP agentura umieszczona w mediach i sądownictwie. Merkel na razie ma sama kłopoty, ponieważ od wyborów we wrześniu 2017 r. nie może sklecić koalicji do rządzenia Niemcami. Macron dostał prztyczka w nos od własnego rządu, ponieważ to z rządu wyszła wiadomość, że caracalle, których zakupu Polska odmówiła,  mają znikomą wartość bojową. Wiadomość pojawiła się tuż przed szczytem w Brukseli, podczas którego E. Macron rozmawiać miał z M. Morawieckim – spodziewam się, że z założonej pozycji wyższości. Nie sądzę, aby taka kompromitująca Macrona wiadomość mogła się pojawić bez pomocy naszych amerykańskich przyjaciół.

M. Morawiecki oświadczający w mediach, że nie jesteśmy w UE petentem i UE nie będzie nam mówić, jak ma wyglądać nasze sądownictwo, wyraźne stawia sprawę na ostrzu noża. Jeśli to robi, to jest pewien amerykańskiego wsparcia. Po raz kolejny komunikuje to A. Merkel i E. Macronowi, ale – jak pokazuje niedawna historia – szybkie rozumowanie nie jest ich mocną stroną. Przykładowo A. Merkel dopiero po 11 miesiącach od zaproszenia w dniu 5 września 2015 r. ludów Afryki i Azji do Niemiec przyznała, że mogą istnieć związki między falami przybyszów a  atakami terrorystycznymi. Na świadomość A. Merkel prędzej wpłynąłby raport BND,  że Prezesowi udało się „odwrócić” część pozostającej na niemieckiej służbie polskojęzycznej agentury.  „Odwrócenie” mogłoby polegać na tym, aby b. WSI poszło na służbę do Amerykanów zamiast służyć Niemcom. Czy Prezes się na pewne kroki w tej kwestii zdecyduje, zobaczymy po tym, jaki będzie skład rządu M. Morawieckiego.

Za to amerykańskie wsparcie przeciw Niemcom i Rosji przyjdzie Polsce płacić. Nie tylko poprzez przyzwolenie na pasożytowanie agenturze na organizmie Rzeczypospolitej. Nie tylko w ten sposób, że Amerykanie pozwolą nam zakupić za ciężkie pieniądze rakiety patriot. Chodzi o sprawę znacznie poważniejszą, o uregulowanie przez Polskę żydowskich roszczeń do mienia bezspadkowego, które wyceniono na 65 mld $. Tego żądają od dawna Żydzi amerykańscy, a do żądań dołączył także rząd Izraela. Czyli wraca w szalonym tempie temat, który w marcu 2017 r. Prezes w wypowiedzi na YouTube określił jako bardzo odległy, wręcz mało rzeczywisty, bo nie oparty na zasadach prawa.

Jeżeli Prezes we wrześniu 2017 r. zdecydował się na wzmożoną opiekę amerykańską, to czy można sądzić, że Żydzi, którzy trzęsą światową polityką,  za darmo nas obronią przed Niemcami i Rosją? Wiadomo, że nie. A dalej. Czy to naprawdę kosztuje to u nich tylko 65 mld $?

OKAWANGO.

Minęły wakacje, które nam zafundował Prezydent. Zgłoszone przez niego nowe projekty ustaw o SN i  KRS pokazały, że  nie udało się Prezydentowi zadowolić wszystkich: i rząd i opozycję.

W kwestii reformy sądownictwa (ustawa o SN i ustawa KRS) stoję po stronie Prezesa. Kierunek działania Prezesa jest dla mnie jasny. Dla mnie to Prezes w sytuacji sporu z Prezydentem określi granice kompromisu między Krakowskim Przedmieściem 48/50 a Wiejską 4/6/8, czyli Prezes określi granicę, poza którą Prawo i Sprawiedliwość nie może przejść. Problem w tym, aby Prezydent uznał tę granicę jako własną.

Polityk z ambicjami działający w ustroju republikańskim musi mieć nosa do oczekiwań społecznych. Ambitny polityk powinien mieć zdolność wyczuwania tego, co ludziom jest naprawdę potrzebne, co naprawdę jest dla nich najważniejsze.  Na to, co swym nosem wyczuje taki ambitny polityk, musi formułować adekwatną odpowiedź. Jego pozycja na scenie politycznej zależy od wielu okoliczności zewnętrznych, ale jeśli ambitnemu politykowi zależy na tym, aby zapisać się dobrze w historii, powinien się skupiać przede wszystkim na doskonaleniu się w zdolności odczytywania tego, czym żyje społeczeństwo i odpowiednim na to reagowaniu.

Angielski teoretyk geopolityki, Halford Mackinder, sto lat temu takie obiektywne uwarunkowania charakteryzujące zorganizowane społeczeństwa nazwał  „rosnącym niepokojem” (ang. going concern). Jest to nic innego, jak zjawisko obiektywnych, niepowstrzymanych trendów społeczno-gospodarczych, np. będzie to gwałtowne starzenie się społeczeństwa albo wchodzenie w życie dorosłe wyżu demograficznego. Zjawisko „rosnącego niepokoju” to coś w rodzaju podstawowych praw fizyki, jak prawo ciążenia, prawo tarcia, zasady dynamiki, czyli coś o wielkim ciężarze gatunkowym. Na takie obiektywnie zaistniałe zjawisko należy w makroskali znaleźć polityczną odpowiedź, aby rosnący niepokój rozładować.

Odpowiedź Prezesa na rosnący niepokój roku 2015 (kompromitacja podsłuchanych polityków PO, liczne afery finansowe narosłe ciągu 8 lat rządów PO-PSL, zalew  Europy Zachodniej przez  imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki zaproszonych przez A. Merkel i perspektywa wepchnięcia przydziału tych imigrantów do Polski) jest znana: to program dobrej zmiany, który dał wygraną Prawu i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, możliwość sformułowania rządu i konsekwentną realizację zapowiadanych zmian pod hasłem obrony suwerenności, ukrócenia złodziejstwa, zapewnienia bezpieczeństwa i sprawiedliwszego podziału owoców wzrostu gospodarczego. Wszystkie te działania służą przekreśleniu układu okrągłostowego, który usankcjonował władzę postkomunistycznych środowisk w nowej rzeczywistości ustrojowej.  Ostateczne zerwanie z postkomunistycznym układem jest jednak niemożliwe bez reformy sądownictwa, które nie zostało po roku 1989 poddane rozliczeniu.

Dlaczego Prezydent stawia opór w kwestii reformy sądów?  Na jaki „rosnący niepokój” społeczny odpowiada swoją postawą?  Jak to wytłumaczyć?

Na przykład tak, że najwidoczniej Prezydent doszedł  do wniosku, że mimo społecznego poparcia dla PiS-owskiej wizji reformy sądownictwa (sondaże) stary układ postkomunistyczny jest za silny. Ten układ tworzą proniemieckie PO i Nowoczesna ze wsparciem PSL, rozwiązane w 2006 r. WSI i ich agentura rozmieszczona w środowisku prawniczym, dziennikarskim i przemyśle rozrywkowym, wrogie rządowi media będące głównie w rękach niemieckich, zdominowana przez ideologię lewacką elita państw Zachodu wrogo nastawiona do aspiracji wyrażanych przez rząd PiSu. Widocznie Prezydent uznał, że  nie będzie się podkładał i podpisywał ustaw reformujących SN i KRS według wizji Prezesa, bo  zwycięstwo  i tak ostatecznie przypadnie wrogom Polski, a on osobiście na tym bardzo przegra. Dla zwolenników Prawa i Sprawiedliwości  jest jasne, że Prezydent przeszedł do obozu zdrady.

Może jednak jest tak, że naprawdę Prezydent chciał przy okazji tych ustaw o SN i KRS przeprowadzić test, jaki powinien być w Polsce ustrój: parlamentarno-gabinetowy czy prezydencki? Test dał mu odpowiedź ustami Prezesa, że w polskich realiach model prezydencki się nie sprawdzi.

Wątek związany z rozmową z A. Merkel, która poprzedziła weta, jest trudny do interpretacji w chwili obecnej. Czas pokaże, czy rozmowa ta miała istotne znaczenie dla decyzji Prezydenta..

Zostaje wyjaśnienie, że Prezydent współpracuje z Prezesem nad  tym, co najważniejsze, nad marginalizacją politycznej reprezentacji w Polsce interesów niemieckich, a ponieważ Niemcy są największymi przyjaciółmi Rosji, więc i rosyjskich. Najwięcej szkody Polsce czynią demokratycznie wybrani politycy PO i Nowoczesnej przez fakt, że w swej antypolskiej działalności powołują się na demokratyczny mandat, który dali im wyborcy. To hałaśliwe miernoty typu G. Schetyna, B. Budka, R. Petru i jego fraucymer stwarzające polityczną czapę dla „spontanicznych” protestów i to oni firmują donosy na Polskę do unijnych instytucji.

Prezes uznał, że sprawa reformy sądownictwa jest dobrym polem decydującej konfrontacji z całym tym towarzystwem, a Prezydent złapał wiatr w żagle i także uznał, że może przy umiejętnej współpracy z Prezesem zrealizować  osobiste plany dotyczące spraw kompetencyjnych, a nawet ustrojowych. (Nawiasem mówiąc – podobnie było w latach 2005-2007, kiedy Prezes uznał za szkodliwe dla Polski takie formacje jak Samoobrona i LPR – skutecznie je z polskiej sceny usuwając). Totalna opozycja broniąc tego, co jest, stawia się w konfrontacji z nastrojami społecznymi na przegranej pozycji. A do resetu jest niezdolna intelektualnie i moralnie. Prezesowi  chodzi o to, aby opinia społeczna jednoznacznie oceniła PO,  PSL i Nowoczesną jako partie broniące obcych interesów,  nastawione przy tym na totalne pasożytowanie na państwie, wrogie polskości, rodzinie i wierze katolickiej, których b. lidera stać było jedynie na program „ciepłej wody w kranie”. To wszystko prawda, ale w demokracji ważniejsze od prawdy jest społeczne przekonanie, co jest prawdą, przekonanie  do pewnego kierunku myślenia i odczuwania. To właśnie gwarantuje stabilność rządów.  Aby taki stan rzeczy osiągnąć – Prawo i Sprawiedliwość jest na najlepszej drodze. A wtedy obecny problem z PO, PSL i Nowoczesną rozwiąże się przy urnach wyborczych.

Pisałem, że weta Prezydenta w czerwcu br. dla ustawy o SN i ustawy i KRS wypuściły powietrze z totalnej opozycji. Minęły wakacje, a nastroje społeczne w kwestii sądów nie zmieniły się. Wola PiS-u jest niezmienna: żadnych pozornych zmian w sądownictwie. Taki silny komunikat płynie w kierunku Prezydenta.

Czy możliwy jest inny finał, jak porozumienie między Prezydentem i Prezesem, uchwalenie ustaw i wejście ich w życie?

Tak. Możliwe są ponowne weta Prezydenta, niemożność ich odrzucenia przez Sejm i pozostawienie porządków w sądownictwie  po staremu. Tak, to jest możliwe, ale taką sytuację zrozumiałbym tylko wtedy, gdyby w obronie Sądu Najwyższego z zachodu wkroczył nagle Wehrmacht, a ze wschodu Armia Czerwona. I Prezydent miałby poprzez weta możliwość uratować Polskę od nowej okupacji. Tylko wtedy wyraziłbym zrozumienie dla wet Prezydenta.

Jest powszechnie wiadome, że rzeki wpadają do innych rzek lub do jakiegoś morza albo oceanu. Jest jednak jeden wyjątek To afrykańska Okawango, rzeka licząca ok. 1600 km (Wisła ma niecały tysiąc), która ginie w piaskach Kalahari, w bagnistym wąwozie na skraju pustyni.  Przed otwarciem takiej perspektywy dla Polski stoi Prezydent, jeśli wywinie orła i ponownie zawetuje ustawy.

 

EPITAFIUM DLA RYSZARDA MICHALIKA.

Dziś pożegnaliśmy nieoczekiwanie zmarłego Ryszarda Michalika. Ks. Andrzej Mucha odprawiający nabożeństwo żałobne w kościele pw. Wniebowzięcia NMP pożegnał śp. Ryszarda jako męża, ojca, pracodawcę, sąsiada. To wszystko prawda. Czuję się jednak w obowiązku poszerzyć to pożegnanie i chcę przywołać dwa zdarzenia,  w których Ryszard odegrał wiodącą rolę, a o których należy zachować pamięć.

Otóż, Ryszard na krótko trafił do lokalnej polityki. W roku 1998 byliśmy w jednym niepartyjnym komitecie wyborczym o nazwie „Katolicy razem”. Ja kandydowałem do Rady Powiatu Sierpeckiego, a Ryszard do Rady Miejskiej.  Obaj zostaliśmy radnymi. W Radzie Powiatu było nas 5 radnych „Katolików”, ale  przez pierwsze 3 lata pozostawaliśmy w opozycji do rządzącej koalicji PSL-SLD, a na przewrocie, jaki się dokonał w ostatnim roku kadencji, nasze ugrupowanie nic nie zyskało.

Natomiast w Radzie Miejskiej było 4  radnych „Katolików” z Ryszardem na czele. W RM III kadencji karty rozdawał Kajetan Dobrosielski z SLD, który dysponował 9 głosami. Grupa ta decydowała o osobach funkcyjnych, czyli kto będzie burmistrzem, wiceburmistrzem, jaki będzie skład Zarządu Miejskiego (wówczas jeszcze ciałem wykonawczym był Zarząd, a dopiero od 2002 r. jest nim jednoosobowo burmistrz). Kajetan Dobrosielski, który prawdziwą karierę zrobił w SB i doszedł do stopnia, o ile się nie mylę,  podpułkownika, był naturalnym i jak to się mówi – niekwestionowanym przywódcą grupy radnych miejskich.  Był umocowany politycznie jako szef sierpeckiego biura  wpływowego posła SLD – Piłata i miał wyraźne przełożenie na klub radnych SLD w powiecie. Trzeba powiedzieć, że po 1989 r. nikt jak dotąd w Sierpcu nie miał tak szerokiej władzy politycznej na przełomie 1998/1999 obejmującej miasto i powiat jak Kajetan Dobrosielski. Nadana mu  ksywka „Generał” stanowiła w apogeum jego wpływów wyraz uznania dla jego możliwości, a dopiero później, gdy utracił znaczenie, nabrała rzecz jasna innego zabarwienia.

Do konfrontacji z Kajetanem dość szybko zaczął przeć jego pupil, Grzegorz Korytowski, ówczesny wicestarosta, który zapragnął samodzielności w powiecie, a na przeszkodzie stał oficer prowadzący zwany Generałem. Skwituję krótko, że plany Grzegorza Korytowskiego zakończyły się powodzeniem.

Natomiast na forum Rady Miejskiej konfrontację z Generałem zorganizował Ryszard Michalik. Każdy, kto choć trochę czynnie zajmował się polityką choćby na najniższym poziomie, wie, ile polityka pożera czasu, ile energii trzeba dać z siebie, aby utrzymać przy sobie zwolenników, ile wreszcie trzeba mieć szczęścia, aby zrealizować jakiś drobny cel. A Ryszard dał sobie ze wszystkim radę. O jego skuteczności świadczy fakt, że nie tylko usunął ze stanowiska wiceburmistrza Bogdana Żmijewskiego – protegowanego Generała, ale potrafił obsadzić na tym stanowisku samego siebie. Słowem- Ryszard Michalik w III kadencji RM był nie tylko radnym, ale i wiceburmistrzem. Na tym stanowisku dotrwał do końca kadencji.

Wyczyn Ryszarda oceniam wysoko. Doprawdy, amator zdołał przechytrzyć Generała, znawcę i praktyka socjotechnik władzy!

Jeszcze jest jedna sprawa, o której chcę koniecznie powiedzieć. Otóż, Ryszard doprowadził do tego, że w domach wielu sierpczan znajduje się opasłe tomisko pt. Dzieje Sierpca i ziemi sierpeckiej. Jest to dzieło życia nieżyjącego już Władysława Gąsiorowskiego – b. prezesa sierpeckiego oddziału Towarzystwa Naukowego Płockiego. Przez z górą 10 lat Władysław Gąsiorowski gromadził materiały i opracowania, które w zamyśle miały się złożyć na poważne kompendium wiedzy o naszym terenie. W czasie, gdy byłem burmistrzem, przyznałem jakieś pieniądze dla autora któregoś rozdziału przyszłego dzieła, bo przecież p. Władysław nie miał pieniędzy, aby uregulować należność. Około roku 2000 wszystkie materiały, które miały wejść do książki,  zostały zgromadzone. Każdy, kto widział tę ilość maszynopisów i fotografii, a trochę orientował się w sprawach wydawniczych, łatwo dawał się przekonać, że poznawczo książka będzie cenna, ale jej wydania nie sfinansuje żadna zbiórka datków od zakładów pracy i osób prywatnych. Tę książkę mogło wydać jedynie miasto i sfinansować to przedsięwzięcie  z budżetu. Tak rozumował Władysław Gąsiorowski, ale na jego oczekiwanie nie było pozytywnej reakcji ze strony ojca miasta.

I wtedy to wiceburmistrz Ryszard Michalik stał się gorącym zwolennikiem wydania dzieła przez Miasto Sierpc. Jako przewodniczący obradom Zarządu Miejskiego pod nieoczekiwaną nieobecność burmistrza doprowadził do stosownego głosowania. Jego szczególną i przełomową rolę, jaką podegrał w całej sprawie, podkreśla obecność jego nazwiska w składzie redakcji tomu. „Dzieje Sierpca i ziemi sierpeckiej”  zostały wydane w 2003 r., kiedy już Ryszard wypadł z lokalnej polityki, a podczas promocji książki cały splendor spadł na burmistrza Marka Kośmidra. Tak to już bywa w polityce.

Pozycji „Dzieje Sierpca i ziemi sierpeckiej” z roku 2003 jak dotąd nie zagroziła żadna z wydanych publikacji historycznych.

Wspominam Ryszarda Michalika w kontekście zarówno popisowego numeru z Generałem, jak i w kontekście ważnego dla Sierpca dzieła.    Wspominam i dzielę się tym wspomnieniem.

PREZENT PREZYDENTA.

Prezydent A. Duda, wetując ustawy o SN i KRS, faktycznie spuścił powietrze z opozycji totalnej i podarował nam wszystkim trochę wakacji.  Koniec wolnego został wyznaczony na wrzesień, kiedy to Prezydent ma przedstawić w Sejmie swoje propozycje tych ustaw. Obszczekujący Polskę na polecenie Niemiec wiceprzewodniczący KE – F. Timmermans też wskazał na wrzesień jako koniec polskich wakacji. Wreszcie wrzesień to miesiąc wyborów do Bundestagu, a w tych wyborach CDU/CSU liczy na miażdżące zwycięstwo i przedłużenie władzy dla Kanzlerin A. Merkel.

Weta Prezydenta gwałtownie zmieniły obraz polskiej sceny politycznej. Prezydent poprzez weta wyłamał się z trybów machiny władzy zbudowanej przez Prezesa. W związku z tym zaczął się cieszyć sympatią wszystkich antypolskich sił w kraju z częścią  środowiska sędziowskiego  na czele.

Zachowanie Prezydenta jest tłumaczone na różne sposoby. Na dzień dzisiejszy można przyjąć je wszystkie razem, a mianowicie, że:

1. Prezydent od początku kadencji nowego Sejmu był lekceważony przez własne środowisko polityczne, które jego podpis  pod ustawami – jakiej by te ustawy nie były jakości –  traktowały jako pewnik.  Prezydent postanowił pokazać, że ustaw pisanych niedbale i słabo z nim konsultowanych przed uchwaleniem, a na tę niedbałość zawetowanych ustaw wskazywały w mediach nawet osoby życzliwe obecnej władzy, nie będzie podpisywał.

2. Prezydent został przez A. Merkel zarówno przestraszony jak i przekupiony  w 45-minutowej rozmowie, jaką z nim odbyła niemiecka kanclerz. Nie można wykluczyć, że A. Merkel, chcąc mieć w Polsce spokój, zanim nie zostanie znowu kanclerzem, zwróciła się do A. Dudy z apelem, aby spacyfikował czasowo sytuację w Polsce, gdyż awantury w Warszawie przeszkadzają jej w kampanii wyborczej. Po prostu A. Merkel nie chciała, aby w wakacje eskalować napięcie w Polsce, gdyż to nie jest dobry czas na obalanie rządu PiS-u, na czym wprawdzie jej bardzo zależy, ale do tej sprawy musi mieć swobodne ręce. Możliwe więc, że była to tylko prośba o przysługę połączona z zawoalowaną groźbą, a to już samo z siebie dowartościowało Prezydenta i zdecydował się pomóc niemieckiej przyjaciółce Polski i zarazem pozwolić rządowi złapać oddech. Możliwe też, że rozmowa z A. Merkel zawierała propozycję jakiejś nagrody dla  A. Dudy za spacyfikowanie napięcia w polskiej polityce i Prezydent tym chętniej przychylił się do uznania politycznych racji wyłożonych mu przez A. Merkel  i dał się skorumpować, myśląc przy okazji  o własnej przyszłości.

3. Prezydent nie zdradził Prezesa, nie zdradził PiS-u, nie zdradził obozu patriotycznego, nie poszedł na służbę do Niemców, tylko postanowił – wykorzystując okazję – wykazać ułomność polskiego systemu władzy opisanego w Konstytucji z 1997 r., w którym to systemie prezydent posiadający mandat od całego narodu, czyli mandat najsilniejszy z istniejących, nie ma wielkich kompetencji w sprawowaniu władzy wykonawczej, co więcej, jego władza jest kwestionowana i ograniczana. Dam przykład. Prezydent ułaskawił M. Kamińskiego, korzystając z prawa podanego wprost w Konstytucji. Akt łaski  jest starym prawem osób panujących i może być zastosowany przez władcę w każdej chwili. Z aktu łaski władca nie tłumaczy się. A prezydent jest przecież w ustroju republikańskim odpowiednikiem księcia-króla-cesarza.  Tymczasem Sąd Najwyższy postanowił zakwestionować łaskę Prezydenta A. Dudy dla M. Kamińskiego, ponieważ Prezydent zdaniem SN zastosował ją przedwcześnie. Postawa SN w tej sprawie jest  skandaliczna, ale jest faktem, który może zaistnieć dzięki Konstytucji. Przykład ten dowodzi, jak fatalnie jest w Konstytucji z 1997 r. skrojony podział ról między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Dobra konstytucja określać powinna kompetencje władz w taki sposób, aby nikt nie miał wątpliwości. Widocznie Prezydentowi A. Dudzie chodzi o to, aby w wyniku wytworzonej przez niego sytuacji dać do myślenia narodowi, jaka powinna być przyszła konstytucja, jaki system jest najlepszy dla Polski: parlamentarno-gabinetowy czy prezydencki. Przy czym obie opcje są możliwe.

 Przyznać należy, że gra, jaką zaczął Prezydent A. Duda prowadzić,  w chwili obecnej raczej pomnaża niebezpieczeństwo, jakie wisi od 2 lat nad Polską ze strony Niemiec (i Francji). Jest to jednak obraz widziany w tzw. krótkiej perspektywie. Nie mogę przecież wykluczyć, że Prezydent wie, co robi, że nie prowadzi naszej łódki na skały podczas trwających jeszcze wakacji AD 2017, jakie nam zafundował.